Moje dzieła: Gdzie historie ożywają
Witaj w sercu małychliter – tu, gdzie słowa splatają się w opowieści o życiu. Chciałbym, byś w bohaterach moich tekstów odnalazł siebie: własne radości, trudności czy życiową drogę. A czasem dostrzegł, że inny człowiek jest taki sam. Poznaj moje opowiadania i fragmenty powieści, które mam nadzieję poruszą Twoje serce i umysł. Czytając, wchodzisz do świata, gdzie liczą się autentyczne emocje i uniwersalne wartości.

Zbliża się Światowy Dzień Świadomości Autyzmu. Poniżej linki do kilku opinii po wysłuchaniu "Wautyzmwziętych" w wersji audiobooka, który cały czas jest dostępny...
https://audioteka.com/pl/audiobook/wautyzmwzieci/
https://www.storytel.com/pl/books/wautyzmwzi%C4%99ci-2131600#review
Odnajdź siebie w słowach
Czytanie to podróż, a ja zapraszam cię w podróż do wnętrza. W moich dziełach znajdziesz fragmenty, które rezonują z twoimi własnymi doświadczeniami. Zobaczysz, że radości i smutki są uniwersalne, a ludzka droga często splata się w nieoczekiwany sposób. To przestrzeń, gdzie każdy może poczuć się zrozumiany i mniej samotny. Zainspiruj się i daj się ponieść.
Dla tych z Was, którzy nie mieli okazji przeczytać mojej książki. Cała będzie w odcinkach na tej stronie. Drukowane wydanie dostępne na zaczytani.pl, a aubiobook na wszystkich platformach.
Wautyzmwzięci
Młody, wysoki szatyn o niebieskich oczach pewnym krokiem zmierzał w kierunku sklepu. Przechodząca obok nastolatka rzuciła w jego stronę zalotne spojrzenie, jednak chłopak nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi. Podskoczył radośnie mówiąc donośnym głosem:
– Kupimy colę – Ni to pytając, ni to stwierdzając.
Dziewczyna zaskoczona jego zachowaniem spojrzała jeszcze raz, lecz tym razem w jej wzroku pojawiło się coś jakby zdziwienie wymieszane ze współczuciem.
– I batonik! – dodał.
– Poczekaj na mnie, Bartek! – Chłopak zatrzymał się i odwrócił. W oczekiwaniu na ojca kilkakrotnie energicznie pokręcił głową jakby czemuś zaprzeczając, ale z jego twarzy nie znikał uśmiech. W końcu Kuba, podpierając się laską, zrównał się z synem.
– Bartek, idziesz spokojnie, tak?
– Tak!
– Czego nie wolno robić?
– … Krzyczeć! – padła zdecydowana odpowiedź.
– Dlaczego?
– Bo boją się ludzie!
– No właśnie. To idziemy..
– Po colę – dokończył Bartek i ruszył w stronę wejścia.
Szli między regałami pełnymi soków i napojów, lecz Bartek doskonale wiedział, gdzie znaleźć to, czego szukał. Biorąc małą colę „zero”, mówił zwykle: „A teraz do kasy”. W takich chwilach był bardzo zadowolony i nie mógł doczekać się, kiedy w samochodzie będzie mógł sączyć swój ulubiony napój, patrząc na dziwny świat za oknem.
I
Jak zwykle w niedzielę, w przylegającym do uzdrowiska parku, trudno było znaleźć zaciszne miejsce. Wreszcie jednak Maria namierzyła pustą ławkę otoczoną z dwóch stron wysokimi jałowcami, z widokiem na staw.
– Bartek, dogoń mnie! Kto pierwszy usiądzie na ławce, dostaje nagrodę!
Młodzieniec przystał na propozycję mamy i po chwili znacznie ją wyprzedził. Jego ojciec wspierając się na kuli podążał za nimi. Gdy dotarł do ławki zapytał:
– Kto wygrał?
– A ja wygrałem sok! – Chłopak nie spuszczał z oczu łabędzi nurkujących pod powierzchnią wody.
– Synku, przysuń się do mnie i zrób tacie miejsce.
Bez słowa spełnił jej prośbę.
– Zadowolony jesteś z tych zabiegów? Jak kolano?
– Właściwie nie czuję różnicy. Wydaje mi się nawet, że bardziej mi dokucza, ale podobno efekty przychodzą jakiś tydzień po powrocie do domu. Bardziej interesuje mnie jak sobie radzisz beze mnie ze wszystkimi sprawami w domu? Nic się nie zepsuło? Bartek, pomagasz mamie? – zwrócił się do syna.
– Pomagasz! – padła lakoniczna odpowiedź.
– To prawda! Bardzo pomaga. Wszystko jest w porządku, naprawdę. O nic się nie martw. Zresztą wracasz za półtora tygodnia. Właśnie! Będziemy się zbierać, wolałabym nie wracać po nocy.
– Odprowadzę was. Chodź synu.
Jakub odwrócił się dopiero, kiedy samochód zniknął za zakrętem. Wrócił z powrotem do parku. „Ich” ławeczka wciąż była pusta. Nie bez wysiłku usiadł, oparł kulę o krawędź i pomagając sobie rękoma ostrożnie położył nogę na ławce. Z kieszeni wyjął różaniec.
Kiedy wrócił do pokoju jego współlokator Piotr chował do szafki jakieś paczki.
– Widziałem cię z żoną w parku. A ten młody facet to twój brat? – Piotrek lubił mieć szeroką wiedzę na każdy temat, ale Kubie to nie przeszkadzało.
– To mój syn.
– Co ty powiesz? – zdziwił się. – Kawał chłopa! Pewnie już studiuje, co?
– Bartek jest na rencie.
– Żartujesz sobie ze mnie? Jak to możliwe? – Na twarzy Piotra malowało się zdziwienie, a tuż za nim oburzenie.
– Mój syn jest autystą.
– Kim jest? To jakaś choroba? – dociekał.
– To trudne do wytłumaczenia tak w jednym zdaniu. Pogadamy o tym innym razem. Dobranoc!
Długo nie mógł zasnąć. Bartek miał już dwadzieścia pięć lat i autyzm zdiagnozowany od dziewiętnastu, a jemu wciąż było trudno o tym mówić. Zresztą Marysia miała tak samo. Większość ludzi interesowały, a najczęściej oburzały specyficzny sposób mówienia i dziwne zachowanie. Niewielu z tych, których spotkali, starało się zrozumieć istotę problemu. Inna sprawa, że oni sami, jako rodzice, nie wszystko byli w stanie rozszyfrować w zachowaniach Bartka, choć paradoksalnie wszyscy specjaliści zgodnie twierdzili, że to właśnie oni są najlepszymi fachowcami w tym temacie.
Z rozmyślań wyrwało go skrzypienie łóżka sąsiada. Kątem oka zauważył jak Piotr wyszedł z pokoju, trzymając pod pachą komputer – I dobrze! Jeśli uda mi się szybko zasnąć nie będę słuchał jego chrapania!
Obudził się, nim zadzwonił budzik. Starał się nie hałasować, gdyż Piotr jeszcze spał. Obudzę go, jak wrócę z umywalni – postanowił. Zaraz po śniadaniu zaczynały się zabiegi, więc każdy poszedł na swoje zajęcia. Po południu Piotr zaproponował:
– Zagramy w szachy? – chciał wysondować nastrój Kuby.
– Chętnie, ale może po kolacji, co?
– Jasne. Słuchaj… Masz do mnie żal o wczorajszą rozmowę?
– Nie. Absolutnie! Nic złego nie powiedziałeś. To mnie jest trudno o tym mówić…
– Bo ja w nocy szperałem trochę w intrenecie o tym całym autyzmie, ale to takie naukowe jakieś było i niewiele z tego zrozumiałem. Poza tym tam piszą najwięcej o małych dzieciach.
– A mój syn jest dorosły?
– Właśnie!
– Wiesz co? I tak nie ma co tutaj robić, więc skoro tak cię to interesuje…
– To jest ciekawe…
– Uprzedzam, że to nie będzie rozmowa na jeden wieczór. Żebyś mógł to ogarnąć, muszę zacząć od początku.
– Czekaj, herbatę najpierw zaparzę!
Był zaskoczony tym, że starszy pan jakim był jego sąsiad zainteresował się takim tematem. Kuba przypuszczał, że chce zaspokoić tylko swoją ciekawość - szybko się zniechęci i da mi spokój- pomyślał. Z drugiej jednak strony poznaliśmy się tu na turnusie i tu się rozstaniemy. Czasem warto pogadać o tym, co człowieka gryzie właśnie z kimś obcym.
– Jak sam zauważyłeś w sieci jest mnóstwo różnych informacji na temat autyzmu. Jedne są bliższe prawdy, drugie nie – zaczął Kuba. – Kiedy urodził się mój syn nie było internetu.
– Ano tak, nie było – przyznał nieco zaskoczony Piotr.
– Ani my, ani nikt z naszych znajomych o czymś takim nie słyszał. Zresztą byliśmy młodzi, krótko po ślubie. Udało nam się dostać zakładowe mieszkanie, wtedy to był cud! Sam powinieneś pamiętać.
– Pewnie, że pamiętam! A ile lat ma twój syn?
– Za miesiąc zacznie 25.
– Toż jak on się urodził, to tyle, co komuna padła! A wy po ślubie ile jesteście? Kuba uśmiechnął się:
– Nie musieliśmy brać ślubu jeśli o to ci chodzi. Bartek urodził się dwa lata po. Twarz Piotra przybrała intensywny czerwony kolor.
– Wcale nie o to pytałem. To ty tak to odebrałeś. Czy od razu po urodzeniu było wiadomo, że „to” ma?
– Wiem, wiem. Właśnie nie! Wszystko było w porządku. Ciąża bez problemów. Z terminem tylko machnęli się o tydzień, ale żona urodziła samodzielnie i po czterech dniach miałem ich w domu. A ty, Piotr, ile masz dzieci?
– Dwie córy i troje wnuków mam! – mówiąc to odruchowo wyprostował się.
– To szczęściarz z ciebie! Ja… nigdy nie będę miał wnuków. – Zapadła chwila krępującej ciszy, którą przerwał Piotr.
– Ale ty masz za to kochającą żonę, a mojej już dawno nie ma… Dobra, mów dalej!
– Skoro masz dzieci to wiesz doskonale, jaki to stres opiekować się takim maluchem! Przez pierwsze pół roku wszystko wyglądało dobrze, potem, nie wiadomo skąd, syn złapał anginę. Antybiotyk nie zadziałał, skończyło się na zapaleniu płuc i szpitalu. Na szczęście Maria mogła być z nim na sali, choć warunków nie było do tego żadnych! Słuchaj, bracie! Dziewczyna spała, siedząc na krześle, z głową na krawędzi jego łóżeczka! Ale najważniejsze było to, że mogła tam z nim być! Wymęczyło go to zapalenie płuc. Przez nie później siadał, a chodzić zaczął jak miał rok i dwa miesiące! Moja Marysia miała jakieś przeczucie, że może coś złego się dzieje, ale od wszystkich, nawet od lekarzy, słyszała tylko: „chłopcy często rozwijają się później, a to zapalenie płuc naprawdę było ciężkie i musiało spowolnić tempo rozwoju.
– Idziecie na kolację? – zapytała pielęgniarka, uchylając drzwi.
– Dziś jesteśmy na diecie, siostrzyczko – rzucił wesoło Piotr, a puszczając oko do Kuby:
- Mam szafkę pełną wałówki. Zrobimy sobie ucztę!
– Szczerze mówiąc, brakuje mi tu domowego jedzenia.
– Korzystaj ile dusza zapragnie, bo cały długi wieczór przed nami.
– To kiedy dowiedzieliście się, że syn jest chory? – pytał Piotr, szykując kolację.
– Autyzm się skrada! Nie daje takich objawów jak grypa czy ospa. Bartek do trzeciego roku życia w zasadzie nie odbiegał od swoich rówieśników.
– Co to znaczy: w zasadzie? Wytłumacz mi najprościej, jak można. Co to takiego, ten cały autyzm?
Kuba zastanowił się przez chwilę, po czym ciągnął dalej.
– Dziś specjaliści skłaniają się do opinii, że jest to grupa zaburzeń, które utrudniają, a czasem uniemożliwiają porozumiewanie się z innymi ludźmi. One zmieniają sposób, w jaki autyści rozumieją otaczający ich świat. – Widząc niewyraźną minę Piotra, ciągnął dalej – dobra powiem to inaczej. Takie dzieci czy też dorośli mają bardzo duże problemy z mową, często dziwnie akcentują słowa. Bywa też, że nie mówią wcale lub naśladują tylko niektóre dźwięki, które słyszą. Autysta nie rozumie żartu, aluzji, przenośni. Nie pochwali ci się, że coś mu się udało lub nie. Twoja radość czy smutek też raczej nie wywoła w nim emocji. Kuba widział, jak twarz Piotra zmieniała się. Zniknęła z niej zwykła ciekawość. Od dłuższej chwili był skupiony i łowił każde jego słowo.
– Wiadomo, czemu tak jest?
– To jeszcze nie wszystko, słuchaj dalej. Do tego często zdarza się nadwrażliwość zmysłów albo wręcz zaburzenie któregoś z nich, np. słuchu czy wzroku. Ale nie tylko – często są kłopoty ze smakiem czy nadwrażliwością na zapachy.
– Nie rozumiem.
– Mój syn Bartek na przykład słyszy gotującą się w czajniku wodę dużo wcześniej, nim ten zacznie gwizdać. Z drugiej strony dźwięk wiercenia w ścianie powoduje, że zatyka uszy i złości się, a nawet krzyczy! Słyszałem o chłopcu, który właśnie z powodu nadwrażliwości zmysłu węchu nie mógł znieść jazdy komunikacją miejską. – Mina Piotra mówiła sam za siebie, więc wyjaśnił – Jechałeś kiedyś latem w godzinach szczytu autobusem?
– Pewnie, ale co to ma…
– Pachnie wtedy? – przerwał Kuba
– Fakt! Niezbyt przyjemnie wtedy jest.
– Widzisz, chodzi o to, że komuś takiemu „pachnie” tak, że nie jest wstanie wytrzymać!
– Aha! Powiedz, a z taką nadwrażliwością wzroku to jak jest?
– Aż takim specjalistą to nie jestem. Mówię ci o tym, co wiem na pewno lub o tym, co widziałem. Tak ogólnie opowiem, bo nie chcę ci zaciemniać. Najważniejsze dla nich jest poczucie bezpieczeństwa. Czują je wtedy, gdy mają uregulowany, powtarzalny rytm swojego dnia. Czasem z nieznanych nam powodów denerwują się, wpadają nawet w histerię i bywa, że robią sobie krzywdę.
– Jak to?
– Różnie. Szczypią się, gryzą w rękę, biją po twarzy. Zależy.
Kuba zamilkł, patrząc gdzieś daleko poza ścianę pokoju. Piotr czekał, ale cisza przedłużała się, W końcu zapytał:
– Nie powiedziałeś czy wiadomo, dlaczego się tak dzieje.
– Coś mówiłeś?
– Czemu tak jest?
Kuba westchnął głęboko.
– Właśnie tu jest pies pogrzebany! Teorii było wiele, ale do końca nie wiadomo dlaczego. Teraz naukowcy i lekarze przypuszczają, że przyczyna tkwi w jakichś delikatnych nieprawidłowościach w połączeniach w mózgu. A mózg i jego działanie to wciąż wielka tajemnica. O, widzisz, jest jeszcze coś, co może być potwierdzeniem takiego założenia! Autostymulacje!
– Czyli co?
– Autyści pobudzają swój układ nerwowy na przykład wprawiając w ruch wszystko czym można pokręcić albo sami kręcą się w miejscu. Pamiętam jak mój młody zanim pojawiła się większość tych zaburzeń lubił obserwować kręcący się bęben w pralce. Kiedy zaczynało się wirowanie, aż piszczał z radości. Żartowaliśmy, że fach już wybrał – będzie naprawiał pralki.
– To z grubsza byłoby tyle.
– Dzięki, że mi to wyjaśniłeś. Mogę zapytać o coś jeszcze?
– Jasne, pytaj.
– Jak ty i żona. Jak to było z waszym synem?
– Właściwie wszystko było w porządku, ale były takie sytuacje, które budziły nasz niepokój, przede wszystkim żony. Bartek nie lubił bawić się w piasku. Jak tylko na jego rączce pojawił się piasek zaraz wycierał ręce o ubranie. Podobnie było ze wszystkim, co miało futro; żadne misie i inne pluszaki nie miały szans, nie mówiąc już o żywych zwierzątkach.
– Ja tu nie widzę nic dziwnego – wtrącił Piotr – może zwyczajnie bał się zwierząt.
Jednak Kuba ciągnął dalej:
– Dzieci lubią bawić się razem, tak?
– Wiadomo, że tak.
– Bartkowi niepotrzebne było towarzystwo. Nie biegł razem z innymi dziećmi, gdy zmieniały miejsce zabawy. Można powiedzieć, że bardziej bawił się obok nich niż z nimi. Lubił „wędrować” po pobliskiej górce, albo kręcić się koło aut na parkingu. Kiedy mówiliśmy o naszych wątpliwościach lekarzowi w przychodni, słyszeliśmy, że przesadzamy, że nic złego się nie dzieje, a jak pójdzie do przedszkola to się w grupie na pewno odnajdzie. - Jakub znowu na chwilę zamilkł. Tym razem Piotr czekał cierpliwie.
– Czasem tak jest, że rodzice wierzą w to w co wolą wierzyć! Zwłaszcza, kiedy słyszą wokół, że mylą się w swoich przypuszczeniach. Niedługo potem Maria dostała propozycję pracy na pół etatu. Udało nam się załatwić przedszkole i wszystko było OK. Po tygodniu złapał pierwsze przeziębienie. Nawet szybko wyzdrowiał, ale wkrótce potem złapał kolejne i tym razem skończyło się zapaleniem krtani, przyjazdem karetki i szpitalem. Przez pierwsze pół roku cztery miesiące był chory! W tej sytuacji żona zrezygnowała z pracy, wypisaliśmy Bartka z przedszkola. Na szczęście skończyło się też chorowanie. Nasz lekarz zasugerował pobyt nad morzem. Pojechaliśmy. Kiedy młody zobaczył morze, tak się rozpłakał, że ciężko było go uspokoić. Zatykał uszy i płakał. Byliśmy przekonani, że złapał zapalenie ucha. W ośrodku wczasowym był lekarz, zbadał go, ale nic nie stwierdził. Po kilku dniach, kiedy pogorszyła się pogoda i dość mocno rozhuśtała morze, sytuacja się powtórzyła. To wyglądało tak, jakby Bartka bolały uszy od tego szumu.
– Faktycznie, tak jak to teraz opowiadasz, to mogło tak być! – wtrącił Piotr.
– Od tego czasu oboje z żoną czuliśmy, że coś się dzieje, a z drugiej strony jakoś podświadomie wypieraliśmy te swoje obawy i wątpliwości. Jednak one wracały coraz mocniej, i coraz częściej.
Sięgnął po kubek, żeby przepłukać gardło herbatą, ale ta dawno już się skończyła.
– Czekaj napijemy się jeszcze. Już nastawiam wodę – poderwał się Piotr.
– Nie, już po jedenastej, może dokończymy jutro? Oczywiście jeśli będziesz miał ochotę. Jeżeli to jest zbyt trudne to nie musimy o tym mówić
– Łatwe nie jest, ale skoro zaczęliśmy to znaczy, że tak miało być. Widać Pan Bóg ma w tym jakiś zamysł.
Przez chwilę spojrzenie Piotra zrobiło się lodowate, ale jego głos nie zmienił się.
– Tak, chodźmy spać.
– Kładź się, ja pójdę jeszcze zapalić.
Wziął kulę i pokuśtykał do wyjścia z budynku.
– Pan wie, panie Dąbrowa, że nie powinnam pana wypuszczać o tej porze? – Pielęgniarka przybrała groźną minę.
– Wiem. Pewnie, że wiem, ale jak nie zajaram to nie zasnę. Taki nałóg – tłumaczył się.
– Też palę, więc rozumiem. Tylko tu przed wyjście i na chwilę.
Uśmiechnął się do niej szeroko, ale gdy tylko znalazł się za drzwiami, zadowolenie zniknęło z jego twarzy. Okłamał ją z tym nałogiem. Palił niewiele, co najwyżej kilka papierosów dziennie. Chciał pobyć trochę sam, uspokoić myśli. Wszystko, co opowiadał, pamiętał, jakby to było wczoraj, powróciły towarzyszące tamtym dniom emocje. Przemknęło mu przez głowę, by zgodzić się na propozycję Piotra i zakończyć temat, ale czuł… Chciał o tym mówić. Jego współlokator nie zadawał zbędnych pytań, nie przerywał zbyt często, nie mówił o sobie. Tylko słuchał. – Właśnie! Właściwie to nic o nim nie wiem! Muszę wydusić z niego, czemu tak go ten temat zainteresował. To jego spojrzenie też było jakieś dziwne… A może mi się wydawało? – Z rozmyślań wyrwała go reprymenda pielęgniarki:
– Pan żeś już chyba pół paczki wypalił! Albo pan wchodzi, albo zamykam drzwi i na ławce pan nocuj!
Nie wyglądało na to, by żartowała, więc grzecznie posłuchał polecenia i jeszcze grzeczniej pożyczył jej dobrej nocy. Jego sąsiad pochrapywał już, więc nim się położył, włożył do uszu stopery.
II
Nazajutrz obaj nie zdążyli na śniadanie, ale za to byli pierwsi w kolejce do swoich zabiegów. Już na jonoforezie Kuba dowiedział się, że dwie ostatnie godziny rehabilitacji będą przełożone na inny dzień. Nawet był zadowolony z takiego obrotu sprawy – nie przepadał ani za elektrostymulacją, ani za krioterapią. Poza tym nie bardzo wierzył, że w jego przypadku zabiegi przyniosą pożądany efekt. Wolał pobyć sam. Wciąż miał wątpliwości, czy powinien opowiadać dalej o Bartku obcemu bądź, co bądź człowiekowi – Po prostu zapytam, dlaczego autyzm tak interesuje starszego pana.. i zobaczę co mi odpowie.
Do obiadu miał jeszcze sporo czasu. Usiadł wygodnie, słońce grzało przyjemnie, a on nigdzie się nie spieszył. Zerknął na zegarek i uśmiechnął się. Pomyślał, o żonie i synu.
– Ciekawe, co teraz robią? – Nerwowo przeszukiwał kieszenie, próbując zlokalizować komórkę. Tej jednak w porannym pośpiechu zwyczajnie zapomniał – Trudno, później zadzwonię – Ponownie wystawił twarz do słońca – Na czym to skończyłem mu opowiadać? Aha, wróciliśmy znad morza i zaraz potem Maria dowiedziała się o wolnych etatach w urzędzie podatkowym. Nie wierzyła, że może dostać tę pracę, zresztą ja też nie. Złożyła podanie, żeby nie mieć wyrzutów sumienia i zapomniała o sprawie. Aż tu nagle okazało się, że czeka ją rozmowa kwalifikacyjna, po której dostała etat! W ogóle nie byliśmy na to przygotowani, ale najbardziej baliśmy się, że Bartek nie jest gotów na powrót do przedszkola! Pamiętam, że straciliśmy na rozmowę całą noc, a od rana zaczęła się bieganina, by znaleźć miejsce w przedszkolu. Wszystko poszło jak z płatka, zajęło nam to tylko dwa dni. To był prawdziwy cud! Maria była zadowolona z pracy i wszystko wskazywało na to, że Bartek zaaklimatyzował się w przedszkolu. Tak nam się wydawało… W drugim tygodniu wychowawczyni poprosiła Marię o chwilę rozmowy.
Jakaś ptasia kłótnia wśród gałęzi drzewa przywołała go do rzeczywistości. Zbliżała się pora obiadu pokuśtykał, więc od razu na stołówkę. Nie była to jego pierwsza rehabilitacja, ale wciąż dziwił się, że po takich w zasadzie niezbyt forsujących zabiegach zawsze po południu odczuwał zmęczenie. Dlatego po obiedzie pozwalał sobie na krótką drzemkę.
Obudził go unoszący się w pokoju zapach kawy.
– Wiedziałem, że to zadziała! Spałeś ponad godzinę!
– Dzięki, że zaparzyłeś i dla mnie! Idealna pora na kawę!
Przez chwilę rozmawiali o swoich ćwiczeniach, potem trochę o polityce, ale jakoś im nie szło. Żaden nie wiedział, jak poruszyć interesujący obu temat. Milczenie przerwał Kuba:
– Widzę, że coś cię gryzie, o co chodzi?
– Mógłbyś mi jeszcze opowiedzieć o tym autyzmie? Wiem, że to są osobiste sprawy, ale bardzo mi na tym zależy.
– Właśnie zauważyłem! Zróbmy tak: ty mi odpowiesz na moje pytania, a ja potem opowiem ci jak to było w naszym przypadku, ale tylko w naszym.
– Dlaczego tak?
– Bo też chciałbym się o tobie czegoś dowiedzieć zanim, opowiem ci o swoim życiu!
– To jest jasne! Nie chcę wyciągać z ciebie osobistych spraw. Myślałem, że tak ogólnie będziesz opowiadał.
– Razem z żoną przez te wszystkie lata „uczyliśmy” się naszego syna, choć nie wiem, na ile nam się to udało. W każdym razie staraliśmy się, temu podporządkowaliśmy nasze życie i mogę ci opowiedzieć o tym, co we trójkę przeszliśmy. Widzisz, Piotr, ja nie mam takiej wiedzy o wszystkich aspektach autyzmu, bo każde dziecko, każda osoba nim dotknięta jest inna!
– Jak to?
– Jakby to wytłumaczyć? Może tak spróbuję: co roku na wiosnę i jesień mnóstwo ludzi choruje na grypę, tak?
– Noo! – potwierdził lekko zniecierpliwiony Piotr.
– Co jakiś czas lekarze mówią, że wirusy wywołujące grypę mutują się i nie wszystkie antybiotyki są skuteczne. Z autystami jest podobnie – w każdym z nich to zaburzenie wygląda trochę inaczej!
– Czekaj, czekaj chyba łapię. To jakby każdy z nich potrzebował trochę innego lekarstwa?
– Otóż to! Tylko, żeby było jasne: na autyzm nie ma lekarstwa. Przynajmniej nie pod postacią syropu czy tabletek.
– Teraz toś mi dopiero zamącił! Znowu nic nie wiem! – zżymał się. – Ale jakieś jest?
– Są różne terapie i ćwiczenia, ale żeby były skuteczne, trzeba postawić szybką diagnozę i opracować dla każdego indywidualne ćwiczenia. W ostatnich latach dużo mówi się też, że odpowiednio dobrana dieta może przynieść znaczną poprawę, jednak u nas to wciąż nowy temat. Ale ty mnie nie zagaduj, bo i ja mam swoje pytania do ciebie. – Kuba spojrzał na Piotra przenikliwym wzrokiem.
– Pytaj, a dużo ich masz? – Piotr starał się żartować.
– To zależy od twoich odpowiedzi. Powiedz, dlaczego facet w twoim wieku interesuje się takim tematem?
Piotr przez chwilę zastanawiał się, od czego zacząć.
– Wspomniałem ci, że mam dwie córki i troje wnucząt. Najmłodszy, czteroletni Grześ… To znaczy ja nie wiem czy on to ma… Córka nie rozmawia ze mną na ten temat. Kiedyś podsłuchałem jej rozmowę i tam padło takie właśnie słowo. Kiedy ty powiedziałeś, że twój syn… postanowiłem cię podpytać. Ciężko mi idzie z komputerem, więc trudno się dowiedzieć czegoś więcej, a córki nie pytam.
– Dlaczego? Tak byłoby najprościej, nie?
– Młodsza córka twierdzi, że Grzesiowi nic nie jest, ale dużo rzeczy, by się zgadzało z tym, co ty powiedziałeś.
– Może niech twoja żona spróbuje… – W tym momencie przypomniał sobie, że jego żona już dawno nie żyje. – Przepraszam zapomniałem.
– Nie szkodzi. Dawne czasy. Córki były jeszcze małe. Jedna miała pięć, druga trzy lata, gdy żona zmarła. Było cholernie trudno! To stało się tuż przed Świętami, w grudniu. Z żalu i wściekłości wyrzuciłem przez okno choinkę! Tydzień po pogrzebie wyrzuciłem księdza, który przyszedł po kolędzie i od tego czasu nie mam z kościołem problemu.
– Zauważyłem – wtrącił Kuba.
– Co zauważyłeś?
– Kiedy wczoraj wspomniałem o Bogu, spojrzałeś tak chłodno, prawie z pogardą.
– Wiem, że ty jesteś wierzący i mnie to nie przeszkadza, ale nie próbuj mnie przekonywać czy nawracać.
– Nie mam najmniejszego zamiaru! Tyle ci tylko powiem, że też miałem kiedyś z tym problem.
– Z czym?
– Z wiarą, ale opowiadaj dalej.
– Pomagała mi teściowa i moja siostra, nigdy się nie ożeniłem. Starałem się, by dziewczyny miały wszystko i chyba, gdzieś popełniłem błąd… Z czasem coraz trudniej było się z nimi dogadać zwłaszcza z młodszą. Kręciła się w jakimś podejrzanym towarzystwie, potem poznała jakiegoś gościa, wiesz, takiego, co to na wszystkim się zna. Dopiero potem okazało się, że poza dzieckiem nic zrobić nie potrafił! Mimo że mi się nie podobał, zamieszkali ze mną... Nim urodziła, pobił ją, więc ja spuściłem manto jemu i wyrzuciłem gnoja na zbity pysk! Byłem pewien, że mi podziękuje, a ona zrobiła mi awanturę i poleciała za nim! Powiedziałem, że skoro tak wybrała, może iść razem z nim. I poszła.
– Ale wróciła?
– Do domu? Nie! Pomieszkiwali w tym samym mieście to tu, to tam. Urodziła córeczkę. Ten jej „fachowiec” nie kwapił się do żadnej roboty, więc klepali biedę. Od starszej córki dowiedziałem się, gdzie mieszkają. Poszedłem ją namówić, żeby wróciła z dzieckiem do domu, ale nie chciała o tym nawet słyszeć!
– Domyślam się, że twoja propozycja nie obejmowała ojca dziecka?
– Jasne, że nie!
– Zobaczyłeś przynajmniej wnuczkę?
– Coś ty! Przez cały czas rozmawialiśmy na klatce!
– Co zrobiłeś w tej sytuacji?
– Uradziliśmy ze starszą córą i zięciem, którzy mieli z nią lepszy kontakt, że będziemy ją wspierać finansowo. Oczywiście o mnie mieli milczeć.
– Nie bałeś się, że ten jej facet będzie jej zabierał pieniądze? Albo, że… nie obraź się, proszę, razem wszystko przepiją?
– Jedno, co dobrego się wydarzyło to, że kiedy zaszła w ciążę, przestała imprezować i pić! Po urodzeniu Kasi też nie piła, ale masz rację, ten nygus pił za oboje i oczywiście zabierał jej forsę! Dopóki starsza córa się zorientowała.
– Na takiego to nawet nie podziała, jak mu mordę obijesz – wtrącił Kuba.
– Taa! Tu masz rację, nie bardzo wiedzieliśmy, co dalej. Wkrótce wszelki ślad po facecie zaginął.
– Jak zaginął? Coś mu się stało? – Piotr mógłby go natłuc, ale nie załatwiłby człowieka na amen! Chyba…– Myśl Kuby dokładnie malowała się na jego twarzy, bo mimo trudnego tematu Piotr parsknął śmiechem.
—Ani ja, ani mój zięć nie mieliśmy nic wspólnego z tym, co ci przyszło do głowy! On sam się ulotnił, gdy Zośka powiedziała mu, że spodziewa się drugiego dziecka! Do tej pory się nie pojawił. Właśnie to drugie dziecko, Grześ, jest taki… – szukał odpowiedniego słowa, ale nic nie przychodziło mu do głowy, więc dokończył – inny.
– Rozumiem. Powiedz ile ma lat twój wnuk?
– Niedługo skończy pięć!
– Słuchaj, a on chodzi do jakiegoś przedszkola? W ogóle z czego córka żyje? Jeśli to nie tajemnica oczywiście.
– Pracuje w markecie, a Grzesiem opiekuje się taka starsza babka. Przychodzi do nich, albo zabiera go do siebie, mieszkają w jednej kamienicy. Powiedz, co ty byś zrobił na moim miejscu? Jak byś ją przekonał, żeby poszła z nim do lekarza?
– Wiesz, w rodzinnych sprawach trudno jest cokolwiek doradzać. Ale twój wnuk wcale nie musi mieć autyzmu! Może się przesłyszałeś albo córka mówiła o kimś innym.
– Słyszałem wyraźnie! Zresztą starsza córka też jest tego pewna!
– Jeśli tak to znaczy, że ta młodsza wie i na pewno coś z tym zrobi! A jeśli nawet nic nie zrobi, to niedługo wnuk będzie musiał iść do przedszkola, do zerówki znaczy. Wtedy dziecku trzeba zrobić badania w poradni psychologiczno–pedagogicznej, gdzie w dzisiejszych czasach już powinni to rozpoznać! Tyle, że…
– Że co?
– Jeżeli ma autyzm, to szkoda straconego czasu, bo to on ma decydujące znaczenie! – Kuba nie patrzył na swego rozmówcę. Nie dlatego, że nie chciał sprawić mu przykrości tymi słowami, ale przede wszystkim dlatego, by nie pokazać kręcących się w oczach łez – Gdyby Bartek miał szansę być zdiagnozowany w wieku dwóch, trzech lat, byłby pewnie w zupełnie innym momencie swojego życia. – Jednak się rozkleił!
W Piotrze kotłowały się zupełnie inne emocje, ale i jemu nie pozwalały one na dalszą rozmowę. Obaj mężczyźni uciekli w sen, a raczej w jego udawanie.

Zanurz się i dziel się
Po lekturze moich opowiadań i fragmentów powieści, nie trzymaj emocji dla siebie! Chciałbym, abyś zostawił komentarz, udostępnił dalej te historie, które cię poruszyły, domagał się więcej i polecał je innym. Twoja opinia jest dla mnie bezcenna i pomaga mi tworzyć dalej. Przejrzyj kolekcję i znajdź swoją ulubioną historię!
Dodaj komentarz
Komentarze